

The Young Gods powstał w 1985 roku w Genewie z inicjatywy Franza Treichlera. Pozyskał do współpracy jeszcze dwóch muzyków; odpowiedzalnego za loopy i sample Cesare Pizzi`ego i perkusistę, Franka Bagnouda. W 1987 roku wydali pierwszą płytę zatytułowaną poprostu The Young Gods, która okazała się strzałem w dziesiątkę.
Została wybrana płytą roku przez czytelników prestiżowego tygodnika Melody Maker.
W 1989 roku wydaje płytę L'eau Rouge/Red Water, a dwa lata później w 1991 roku jedną z najlepszych: Play Kurt Weill z utworami niemieckiego kompozytora okresu międzywojennego, Kurta Weilla.To wydawnictwo, jest niewątpliwie arcydziełem, które nic nie straciło na świeżości przez te piętnaście lat. Play Kurt Weill mogłaby być wydana w tym roku. Jest ponadczasowa. Muzykę industrialną na podobnym poziomie umiał stworzyć jeszcze tylko Laibach. Późniejszy rock industrialny (patrz:np.Nine Inch Nails), był w większym lub mniejszym stopniu rozwinięciem pomysłów tych dwóch grup.
Dla kogoś kto nie zna TYG, płyta z pisenkami Weilla wydawać mogłaby się ostrą , niemalże trash metalową. Nic bardziej złudnego. Na tej płycie nie ma ani jednej nuty zagranej na "żywej" gitarze. Wszystko jest nagrywane metodą samplingu.
Nie znalazłem tu słabego punktu. Za to najmocniejszym jest Alabama Song, znana niektórym z wykonania The Doors. Totalny odjazd. Nie można nie znać tej płyty. Dla mnie, to The Dark Side Of The Moon lat dziewiędziesiątych.
The Young Gods